Moje wspomnienie o Krzyśku Kończakowskim, które ukazało się w najnowszym Kwartalniku Tatry

Kilka miesięcy temu miałam okazję robić zdjęcia do Taternika na obozie Młodzieżowej Grupy PZA w Tatrach. Brał w nich udział również Krzysztof Kończakowski (21 lat). Kilka dni temu dowiedziałam się, że Krzyśka już nie ma. Góry go zabrały. Zginął w czasie wspinaczki wschodnią ścianą Sławkowskiego Szczytu w ostatni dzień 2014 roku.

Oglądam zdjęcia, które zrobiłam tego dnia i odnajduję całą serię, którą zrobiłam właśnie jemu z pewnej odległości gdy przygotowywał się w Szałasiskach do wyjścia w góry. Nie widział mnie wtedy, a może po prostu nie zwracał na mnie uwagi. Z dala od reszty grupy rozłożył sprzęt na stole i z ogromną koncentracją i precyzją układał kolejne jego elementy. Widać było od razu, że robił to wcześniej wiele razy. W jego pewnych ruchach odnajdowałam tą znaną mi dobrze troskę o szpej, pieszczotliwie układał kolejno ekspresy, porządkował kostki i friendy, wygładzał taśmy. Z przyjemnością obserwowałam go wtedy, był bardzo poważny i niepozorny w tej czarnej koszulce i szarych spodniach ale dla mnie piękny bo biła do niego wielka miłość dla tego co robił. Więc długo fotografowałam jego dłonie buszujące w gąszczu szpeju a światło poranka pięknie oświetlało ten jego rytuał.

Krzysiek był bardzo odpowiedzialnym i doświadczonym jak na swój wiek taternikiem. Nic dziwnego, zaczął się wspinać w górach z ojcem w wieku lat 10. W wieku 12 lat przeżył lawinę na Mount Maudit, kilka lat później omal nie udusił się w chmurze gazów wulkanicznych, prawie się utopił w czasie potopu jak złapał jego zespół na Zachodniej Ścianie Łomnicy. Krzysiek studiował medycynę i chciał zostać lekarzem ale również przewodnikiem wysokogórskim. Ze swoim zapałem i umiejętnościami miał wszelkie predyspozycje aby zrealizować wszelkie swoje plany.

Należał do Młodzieżowej Grupy PZA, której celem było kształcenie i wspieranie utalentowanych górsko młodych ludzi. Na co dzień trenował wspinaczkę na panelu i w skałach. Uprawiał też sporty tlenowe, brał udział w rajdach ekstremalnych, lubił piłkę i świetnie jeździł na nartach. Jego przyjaciel i partner wspinaczkowy Damian Bielecki wspomina : „Jak zobaczyłem jak jeździ na skiturach to zapytałem czemu nie zgłosił się do kadry dla skialpinistów? Spojrzał na mnie jakbym go uraził…zrozumiałem od razu, że dla niego nie było miejsca na inne pasje, kochał wspinanie w górach i oddawał się temu bez reszty. Nieraz rozmawialiśmy o idealnym rozkładzie tygodnia: wspinanie na ścianie, bieganie, jakiś drytool a w weekend w Tatry. Mieliśmy wiele wspólnych górskich planów, nadal pamiętam jak prosił mnie żebym jeszcze nie szukał pracy, bo fajnie tak w tygodniu pojechać się powspinać…i nie szukałem. Kris chciał się wspinać przede wszystkim w górach, na poważnych drogach…”. Jego górskim marzeniem było zdobywać to, co jeszcze niezdobyte i wspinać się tak, by dożyć starości, zdążyć się nim nacieszyć i kiedyś nauczyć się robić to dobrze. Krzysiek był autorem nowych dróg w Tatrach, powtórzył wiele klasyków, zwłaszcza w słowackich Tatrach, które były jego drugim domem i z nimi wiązał przyszłość. Ukrywający się pod pseudonimem Krzys regularnie od 2005 r. zamieszczał na portalu www.summitpost.org zdjęcia ze swoich górskich i skalnych przejść oraz przydatne informacje z nimi związane.

Patrząc z boku wydawał się nieśmiały, były to jednak pozory. Bezczelnie inteligentny, zawsze pełen doskonałych ripost wiódł prym we wszelkich dyskusjach, rozbawiał wszystkich do łez wielokrotnie przy każdym spotkaniu. Nie dało się go nie zauważyć. Damian Bielecki wspomina: „Pamiętam jak na Walny Zebraniu KW Katowice Kris wystąpił aby opowiedzieć o obozie wspinaczkowym w Dolomitach. Bardzo mało ludzi pojechało i pamiętam jak wtedy jeszcze dziewiętnastoletni Krzysiek wychodzi na scenę i mówi że obóz się udał, pięknie się powspinali, że wszystkim poleca ten rejon, że dobra pogoda i świetne wino. To był cały ON. Prawdziwy show man. Pamiętam jak dziś, że biliśmy mu brawa na stojąco! „

Imponował innym swoją odwagą ale nie tylko tą którą można było dostrzec w ścianie również tą którą wyrażała się np. w wolnym wyrażaniu swoich opinii. Chętnie wspominał początki swojego wspinania w Tatrach z ojcem, mówił o tym jak bardzo podziwia swoich rodziców, a zwłaszcza pasję swojej mamy do pomagania innym.

Wojtek Szulc, który uczestniczył razem z Krzyśkiem w obozach młodzieżowych PZA i tam go poznał napisał: „Jestem pewny, że Krzysiek zostawił odrobinę siebie w każdym z nas, a w cruxie wesprze i wskaże kluczowy stopień ratujący zespół na ostatnim wyciągu.

Damian Bielecki napisał: „Krzysiek zawsze żegnał się mijając przydrożne kościółki i uśmiechał gdy przyjeżdżał po mnie spóźniony. Był moim przyjacielem i nie prawdą jest, że nie ma ludzi niezastąpionych… SĄ!!! Kris był i będzie dla mnie przyjacielem po którym ja, jego rodzina i wiele osób które miały szczęście go spotkać na swojej drodze jeszcze długo będą płakać…”

W takich chwilach jak ta kiedy dowiedziałam się o śmierci Krzyśka zastanawiam się jaki jest sens i czy warto.. być w górach, wspinać się, podejmować ryzyko.. W takich chwilach jak ta pierwsza zbuntowana myśl podpowiada mi, że nie warto.. Taki młody chłopak.. Opłakuję go.. Ale potem… biorę szpej i idę w góry. I gdy oglądam moje zdjęcia ze wspinaczki wspominając wszystkie te chwile, lepsze i gorsze, to chcę tam znowu być i znowu to przeżyć. I trudno wyjaśnić czemu tak jest. Czemu chce się w tych górach być mimo ryzyka. Wiem tylko, że to nie adrenalina, endorfiny i cała ta chemia mnie tam ciągnie. I nie chęć zrobienia świetnego zdjęcia czy udawania bohatera. Myślę o tym jak dziwnym miejscem są góry, miejscem gdzie przeżywa się więcej, mocniej i jest to bardziej prawdziwe. Myślę o tych wszystkich niezwykłych chwilach jakich w górach doświadczyłam, o sile i radości jaką mi dają. Myślę o tym jak często w te góry samotnie uciekam w poszukiwaniu czegoś czego na dole znaleźć nie sposób. Myślę o zaufaniu do partnera, przyjaźni i przeżywaniu gór z drugą osobą.
Obecnie trwają ataki na wspinaczy, trwa dyskusja nad sensem ich działań. Ja nie chcę się zabić w górach. Nikt z nas, ludzi gór, nie chce się tam zabić i nie marzy o romantycznej śmierci w jakimś żlebie. Ale czasem tak się dzieje. Po prostu. I tym razem trafiło na Krzyśka. Nie jest to jednak powód by zakazywać nam robić rzeczy, które tak kochamy robić i które powodują, że nasze życie jest lepsze dla nas samych i bardziej wartościowe, że bardziej je kochamy i cenimy. Proszę pozwólcie przeżyć nam nasze życie tak jak chcemy je przeżyć.

Treść dotycząca Krzyśka powstała dzięki informacjom na stronie grupy młodzieżowej PZA oraz wspomnień Wojtka Szulca i Damiana Bieleckiego, którym serdecznie dziękuję za pomoc.

 

 

 

 

    Napisz komentarz

    Adres e-mail nie będzie upubliczniany.